Ten dzień, którego żaden tata nie chce przeżyć
Pamiętam ten poranek jak przez mgłę. Maciek miał siedem lat, gorączkę 40 stopni i brzuch twardy jak deska. Trzy godziny później siedzieliśmy na szpitalnym oddziale chirurgicznym, a pielęgniarka tłumaczyła mu spokojnie, że za chwilę wkłuje mu igłę w rękę. Patrzyłem na jego twarz – wielkie oczy, trzęsące się usta – i czułem się absolutnie bezradny. Niby wielki tata, a nie wiedziałem co zrobić z rękami.
Jeśli byłeś kiedyś w podobnej sytuacji, wiesz o czym mówię. Szpital robi z dzieci małe przestraszone zwierzątka. I szczerze? Trochę robi to samo z tatusiami.
Najpierw ogarnij siebie – serio
Zanim będziesz mógł pomóc dziecku, musisz ogarnąć własną głowę. Dzieci mają radar na nasz stres. Jak stoisz spięty, zaciskasz zęby i co chwilę zerkasz na telefon szukając złych diagnoz w Google – maluch to czuje. I interpretuje: „Tata się boi, to znaczy, że naprawdę jest źle."
Kilka rzeczy, które mi pomagają na miejscu:
- Trzy głębokie oddechy zanim wejdziesz na salę. Brzmi banalnie, działa naprawdę.
- Odłóż telefon – Google to najgorszy lekarz na świecie, szczególnie o 2 w nocy.
- Powiedz sobie głośno w myślach: „Jestem tu po to, żeby mu/jej towarzyszyć, nie żeby naprawić każdą rzecz."
To ostatnie zajęło mi dużo czasu do zaakceptowania. My, tatusiowie, jesteśmy wychowani żeby naprawiać. A tu nie ma nic do naprawienia – jest tylko dziecko, które potrzebuje twojej obecności.
Mów prawdę – ale po ludzku
Największy błąd jaki popełniłem przy pierwszej hospitalizacji Maćka? Mówiłem „nie będzie bolało" tuż przed wkłuciem wenflonu. Bolało. I straciłem trochę jego zaufania na resztę pobytu.
Dzieci znoszą strach o wiele lepiej, gdy wiedzą czego się spodziewać. Próbuj mówić rzeczy w stylu:
- „Za chwilę szczypnie jak mrówka, ale bardzo krótko."
- „To będzie nieprzyjemne, ale będę trzymał cię za rękę przez cały czas."
- „Możesz płakać, krzyczeć, to jest ok. Ja tu jestem."
Ta ostatnia fraza robi robotę. Dajesz dziecku przyzwolenie na emocje i jednocześnie kotwicę bezpieczeństwa. To ważniejsze niż jakikolwiek pluszak czy bajka na telefonie.
Ciało mówi więcej niż słowa
Kiedy Maciek czekał na zabieg, siedziałem obok i trzymałem go za rękę. Nie gadałem za dużo. Po prostu byłem. Czasem głaskałem go po głowie, czasem tylko ściskałem rękę mocniej gdy czułem, że się napina.
Kontakt fizyczny to supermocarstwo taty w szpitalu. Używaj go świadomie:
- Połóż rękę na ramieniu albo trzymaj za dłoń – mały gest, ogromne znaczenie.
- Jeśli możesz, usiądź na łóżku obok dziecka, nie na krześle z boku – jesteś wtedy przy nim, nie obok.
- Przytul mocno przed każdym trudnym momentem. Mocny uścisk dosłownie obniża kortyzol – i u dziecka, i u ciebie.
Rytuały ratują dzień (i noc)
Szpital niszczy dziecięce poczucie normalności. Inne łóżko, inni ludzie, inna pora snu. Możesz temu przeciwdziałać wprowadzając małe, znajome rytuały.
Przy Maćku czytałem mu wieczorem – te same książki co w domu. Przywiozłem jego ulubioną poduszkę. Przed każdym badaniem robiliśmy razem głupi sekretny uścisk dłoni, który wymyśliliśmy razem na oddziale. Śmieszne? Może. Ale za każdym razem widziałem jak odpręża mu ramiona.
Rytuały mówią dziecku: „Jesteśmy wciąż my. To wciąż nasze życie. To minie."
Nie musisz być dzielny – możesz być prawdziwy
Jednego wieczoru, gdy Maciek zasnął po operacji, wyszedłem na korytarz i popłakałem się przy automacie z kawą. Stał obok mnie jakiś inny tata i tylko kiwnął głową. Żadnych słów. Rozumiał.
Nie musisz udawać twardziela przez całą dobę. Dzieci potrzebują taty który jest prawdziwy, nie taty który jest pomnikiem. Jeśli pytają „Tato, ty też się boisz?" – możesz powiedzieć: „Trochę tak. Ale wiem, że ci to minie i ja jestem tu z tobą." To jest siła, nie słabość.
Po szpitalu też jesteś potrzebny
Wróćcie do domu i… rozmawiajcie. Dzieci przetwarzają trudne doświadczenia przez zabawę i rozmowę. Maciek przez tydzień po powrocie bawił się w „szpital" ze swoimi misiami. Dawał im zastrzyki, mierzył gorączkę. Nie przerywałem – to był jego sposób na oswojenie tego co przeżył.
Pytaj: „Co było dla ciebie najtrudniejsze?", „Co ci pomagało?", „Z czego jesteś dumny?". To ostatnie pytanie zawsze ich zaskakuje – i zawsze coś znajdą.
A teraz do ciebie
Czy byłeś kiedyś ze swoim dzieckiem w szpitalu? Co ci pomagało, a co totalnie nie działało? Napisz w komentarzu – naprawdę chcę wiedzieć, bo każdy z nas ma w tym jakąś swoją historię i możemy się od siebie nauczyć więcej niż z jakiegokolwiek poradnika.