Ten moment, który wszystko zmienił
Był zwykły wtorek wieczór. Kacper – mój siedmiolatek – po raz trzeci nie chciał odłożyć klocków i iść spać. Byłem zmęczony po pracy, miałem dość. I wtedy usłyszałem siebie: „Bo ja tak mówię i koniec dyskusji." Dokładnie te słowa. Dokładnie ten ton. Mój ojciec w każdym sylabie.
Zamarłem. Kacper spojrzał na mnie przestraszony, a ja poczułem się jakbym właśnie puścił coś bardzo starego i bardzo brzydkiego z łańcucha. Coś, co miałem zamknięte przez lata. Tamtej nocy długo nie mogłem zasnąć.
Skąd się biorą te wzorce?
Nie chcę tu oceniać swojego taty. Miał ciężkie dzieciństwo, wychował się w domu, gdzie mężczyzna nie rozmawiał – rozkazywał. Jego ojciec był jeszcze twardszy. To nie jest łańcuch złych ludzi – to łańcuch nieświadomych ludzi. I ja byłem na dobrej drodze, żeby zostać kolejnym ogniwem.
Psychologowie nazywają to transmisją międzypokoleniową. Ja nazywam to prościej: robimy to, co znamy. Bo mózg lubi automat. Kiedy jesteś zmęczony, zestresowany albo zwyczajnie nie wiesz co zrobić – włącza się program z dzieciństwa. I nagle mówisz głosem swojego ojca, gestykulujesz jak on, a nawet czujesz to samo co on – wyższość albo bezsilność, zależnie od wzorca.
Co konkretnie robiłem źle – i co postanowiłem zmienić
Zanim zaczniesz pracować nad zmianą, musisz zobaczyć co dokładnie powtarzasz. U mnie były trzy główne rzeczy:
- Zamykanie rozmowy siłą – zamiast tłumaczyć, uciszałem. „Nie gadaj, rób."
- Brak fizycznego kontaktu – mój tata nigdy mnie nie przytulał. Ja też przez długi czas nie umiałem tego robić naturalnie. Przytulałem Kacpra na pożegnanie, ale już nie tak po prostu, bez powodu.
- Chowanie emocji – „chłopaki nie płaczą" słyszałem chyba codziennie. Sam zacząłem to powtarzać. Dopiero żona mi to uświadomiła.
Każda z tych rzeczy wydawała mi się normalna. Bo była normalna – w moim domu. To jest właśnie największy problem ze złymi wzorcami: nie bolą, dopóki ich nie nazwiesz.
Jak zacząłem to zmieniać – konkretnie, nie teorią
Nie poszedłem od razu do terapeuty. Może powinienem był – i może kiedyś pójdę. Ale zacząłem od kilku małych rzeczy, które działały:
- Zatrzymanie i oddech – brzmi banalnie, ale dosłownie nauczyłem się liczyć do pięciu zanim odpowiem dziecku w sytuacji konfliktowej. Serio, te pięć sekund potrafi zmienić wszystko.
- Zadawanie sobie pytania: „Czy to moja reakcja, czy reakcja mojego taty?" – to jedno zdanie w głowie potrafi rozbroić automat.
- Świadome przytulanie – wyznaczyłem sobie (tak, dosłownie) że każdego dnia obejmuję Kacpra przynajmniej raz bez powodu. Nie przy pożegnaniu, nie jako nagroda. Po prostu tak. Na początku czułem się głupio. Teraz on sam do mnie przychodzi.
- Mówienie na głos o emocjach – zacząłem przy dziecku mówić: „Jestem teraz zmęczony i trochę zły, daj mi chwilę." Modeluję to, czego sam nie dostałem.
- Rozmowy z żoną jako lustro – poprosiłem ją wprost: mów mi, kiedy widzisz, że zachowuję się jak mój ojciec. To wymaga odwagi i zaufania, ale działa.
Nie będziesz idealny – i to jest w porządku
Dalej się gubię. Dalej zdarzają mi się momenty, kiedy mówię coś, czego potem żałuję. Dwa tygodnie temu znowu powiedziałem Kacprowi, żeby „przestał się mazgaić". Natychmiast tego pożałowałem, wróciłem do niego po dziesięciu minutach i przeprosiłem. Powiedziałem mu, że to było nieładne z mojej strony.
Wiesz co on na to? „Okej tato, to przepraszam też, że tak krzyczałem."
Ośmiolatek który umie przeprosić. Może nie jestem beznadziejny.
Chodzi o to, żeby kierunek był właściwy, nie żebyś był doskonały. Twoje dzieci nie potrzebują idealnego ojca. Potrzebują ojca, który stara się, przyznaje do błędów i nie udaje, że wszystko gra, kiedy nie gra.
Łańcuch można złamać – ale tylko świadomie
Złe wzorce nie znikają, bo sobie tego życzymy. Znikają, bo codziennie, w małych momentach, wybieramy inaczej. Bo zauważamy siebie. Bo jesteśmy gotowi powiedzieć: „W moim domu będzie inaczej."
Mój tata był taki jak jego ojciec. Ja przez chwilę byłem taki jak mój tata. Ale Kacper – mam nadzieję – będzie już sobą.
A teraz do Ciebie: czy zdarzyło Ci się usłyszeć siebie mówiącego głosem swojego ojca? Co z tym zrobiłeś? Napisz w komentarzu – jestem pewien, że nie jesteś w tym sam.